...

Tagi

Legendy i historia Gdańska - spacer nad Motławą

Każdy z nas ma swoje wymarzone miejsca - takie, w których jeszcze nie był, a mimo to czuje do nich dziwną sympatię. Jakby wspomnienie z innego życia, lekki déjà vu. Dla mnie takim kierunkiem od dawna był Gdańsk. Odkąd przeprowadziłem(-am) się do Polski, miałem(-am) go na liście „koniecznie” - i przez kilka lat wciąż coś stawało na drodze.

Silną motywacją było też to, że Gdańsk leży nad morzem, a podczas moich poszukiwań mitów i lokalnych opowieści co chwilę wracały wątki z Pomorza, Bałtyku i bursztynu. To miasto - położone w Zatoce Gdańskiej - od bardzo dawna odgrywało istotną rolę w tej części Europy.

Gdańsk nad Bałtykiem - kilka słów o tle historycznym

Choć nie znamy tu wielkich starożytnych metropolii, okolice były zasiedlone już w epoce brązu. Przez region biegły szlaki handlowe, w tym słynny szlak bursztynowy (tzw. Bursztynowy Szlak), który w kolejnych epokach łączył północ z południem kontynentu.

Te ziemie kontrolowały plemiona pomorskie - stąd zresztą sama nazwa Pomorza, czyli „krainy nad morzem”. Z czasem utworzono tu księstwo, które później zostało włączone do Królestwa Polskiego.

Wiele zmieniła ekspansja Zakonu Krzyżackiego. Pod hasłem chrystianizacji pogańskich Prusów (ludów bałtyckich - nie mylić z późniejszym państwem pruskim) krzyżaccy rycerze przejmowali kolejne tereny i budowali własne państwo nad Bałtykiem, na północy dzisiejszej Polski.

Przez stulecia Gdańsk funkcjonował też w silnym kręgu wpływów niemieckich (Danzig) i miał znaczącą ludność niemiecką. Po I wojnie światowej miasto stało się Wolnym Miastem Gdańskiem pod ochroną Ligi Narodów, a korytarz pomorski odcinał Prusy Wschodnie od reszty Niemiec - co w niemieckiej narracji uchodziło za szczególnie dotkliwą stratę.

Pierwsze wrażenie: architektura i klimat miasta

W Gdańsku historia nie jest ukryta w muzeach - ona wychodzi na ulice. Od razu rzucają się w oczy ceglane czerwienie i brązy, znane z innych polskich miast, ale jednocześnie styl zabudowy ma tu coś innego: więcej portowego charakteru, więcej „północnej” surowości i hanzeatyckiej elegancji.

Spacer nad Motławą: Ołowianka, Wyspa Spichrzów i Żuraw

Mój pierwszy dłuższy spacer poprowadził mnie wzdłuż Motławy - jednej z najważniejszych rzek Gdańska (obok Wisły i jej odnóg, takich jak Martwa Wisła), które ostatecznie uchodzą do Bałtyku. Mosty, wysepki, nabrzeża i kanały momentami przywołują skojarzenia z Wrocławiem, a czasem nawet z miastami, które żyją w rytmie wody - jak Wenecja (oczywiście w zupełnie innej skali).

Po drodze mija się Ołowiankę. To właśnie stąd można wybrać się na przejażdżkę kołem widokowym AmberSky - świetna opcja, jeśli chcesz zobaczyć panoramę Gdańska „z góry” i złapać kontekst: jak blisko jest tu morze, jak układają się wyspy i kanały, gdzie biegną najważniejsze trakty.

Kolejnym mocnym punktem jest Wyspa Spichrzów - długa wyspa, na której przez wieki stały spichlerze i magazyny. Część z nich przez lata straszyła ruinami, dziś jednak obszar mocno się zmienił: stał się turystycznym sercem z hotelami, restauracjami, sklepami i szerokim wyborem noclegów (od budżetowych po naprawdę luksusowe).

Zauważyłem(-am) też ciekawą rzecz: wiele nowych i odnowionych budynków nad Motławą ma formę stylizowaną na dawne kamienice. To sprytny kompromis - współczesna funkcja i standardy, ale z bryłą, która nie psuje historycznego krajobrazu.

Idąc wzdłuż nabrzeża, trafisz na niewielki placyk z Basztą Łabędź, a chwilę później na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta: Żuraw - dawny dźwig portowy i bramę wodną Gdańska. To miejsce ma w sobie coś magnetycznego: niby konstrukcja użytkowa, a jednak wygląda jak monumentalny znak portowej potęgi.

Gdańskie bramy nad wodą i wejście na Mariacką

Nad samą Motławą stoi kilka efektownych bram prowadzących do najważniejszych części Głównego Miasta. Ich nazwy potrafią zaskoczyć (np. Brama Krowia), ale ja zacząłem(-am) od jednej z najbardziej klimatycznych: Bramy Mariackiej.

To właśnie ona wprowadza na ulicę Mariacką - wąską, brukowaną, obudowaną kamienicami, detalami i zdobieniami, które tworzą atmosferę jak z innej epoki. Po obu stronach są kawiarnie, restauracje i miejsca związane z rzemiosłem - a całość ma w sobie spokojny, ponadczasowy urok.

Nazwa nie jest przypadkowa: ulica prowadzi prosto do Bazyliki Mariackiej - najsłynniejszej świątyni Gdańska i jednego z najbardziej imponujących kościołów w Polsce. O tym miejscu (i o legendach, które lubią się przyczepiać do wielkich zabytków) opowiem w kolejnej części.

Bazylika Mariacka - serce Gdańska i monumentalne wnętrze

Ulica Mariacka prowadzi prosto do Bazyliki Mariackiej - miejsca, które robi wrażenie jeszcze zanim przekroczy się próg. To jedna z tych świątyń, gdzie skala od razu „ustawia” perspektywę: człowiek nagle czuje, że jest tylko małym punktem w ogromnej, gotyckiej przestrzeni.

W środku uwagę przykuwa przede wszystkim wysokość wnętrza oraz sklepienie, które wygląda niemal jak nocne niebo. Wchodząc głębiej, łatwo zrozumieć, dlaczego Bazylika jest dla wielu turystów obowiązkowym punktem zwiedzania - tu niemal każdy detal ma własną historię, symbolikę albo lokalną opowieść przekazywaną z ust do ust.

Zegar astronomiczny i legenda o młodym zegarmistrzu

Jednym z największych skarbów Bazyliki jest zegar astronomiczny. To nie tylko „zegar z tarczą”, ale prawdziwe widowisko: znaki zodiaku, motywy związane z fazami Księżyca i ruchem ciał niebieskich, a do tego elementy, które potrafią ożyć w odpowiednim momencie jak miniaturowy teatr.

Z tym miejscem wiąże się też tragiczna legenda: mówi się, że młody twórca zegara zakochał się w córce burmistrza, a wściekły ojciec - przeciwny temu związkowi - miał go zabić, strącając z wysokości. Jak to w przypadku miejskich podań bywa, wersji jest kilka, a prawda miesza się tu z wyobraźnią. Jedno jest pewne: ta historia świetnie „przykleja się” do przestrzeni, w której aż prosi się o opowieści z dreszczykiem.

Wielkie nazwiska pod posadzką

W Bazylice spoczywa wiele ważnych postaci. Jedną z najbardziej znanych jest admirał Arend Dickmann, dowódca polskiej floty w zwycięskiej bitwie pod Oliwą (1627). Przez długi czas nie było jasne, gdzie dokładnie znajduje się jego grób, ale dziś wiadomo, że został pochowany właśnie w kościele Mariackim.

Jeśli masz siły i nie przeszkadzają Ci wąskie schody, warto też wejść na wieżę, by zobaczyć panoramę Gdańska z góry. To wymagająca trasa (ciasno, nisko, momentami stromo), ale widok potrafi wynagrodzić wysiłek.

Kościół św. Katarzyny i Jan Heweliusz - gdańskie spojrzenie w niebo

Drugim niezwykle ważnym miejscem na mapie miasta jest kościół św. Katarzyny - najstarszy kościół parafialny na gdańskim Starym Mieście. To właśnie tutaj znajduje się miejsce spoczynku Jana Heweliusza, jednego z najsłynniejszych gdańskich uczonych.

Heweliusz zasłynął m.in. badaniami Księżyca. Jego „Selenographia” to dzieło, w którym opisał powierzchnię satelity Ziemi i przedstawił szczegółowe mapy oraz ryciny faz Księżyca - była to praca przełomowa jak na XVII wiek i przez długi czas uchodziła za jedno z najważniejszych opracowań tego typu.

W przestrzeni miasta jego postać jest wykorzystywana także „turystycznie” - i w dobrym sensie. Można natknąć się na małe, brązowe figurki lwów w różnych punktach Gdańska. To Szlak Lwa Heweliona - sympatyczny motyw spacerowy, trochę jak krasnale we Wrocławiu: zachęca, by zejść z utartych tras i zobaczyć miasto w formie gry terenowej.

Nowoczesny akcent w pobliżu Bazyliki: Fontanna Czterech Kwartałów

Tuż obok bazyliki, w okolicach Kaplicy Królewskiej, warto zwrócić uwagę na Fontannę Czterech Kwartałów. To nowoczesny punkt w historycznym otoczeniu, ale świetnie wpisany w miejską symbolikę: całości strzegą cztery lwy (każdy w innej pozie), a sama fontanna odnosi się do dawnych, historycznych kwartałów Gdańska.

Bursztyn w Gdańsku: muzeum, szlak i „złoto Bałtyku”

Okolice Gdańska od wieków kojarzą się z bursztynem. I choć dziś w sklepikach łatwo trafić zarówno na piękne wyroby, jak i na pamiątki „z bursztynem” w wersji mniej autentycznej, jedno jest pewne: to właśnie tutaj bursztyn stał się częścią miejskiej tożsamości.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak różnorodny potrafi być ten materiał (od surowych bryłek po kunsztowne dzieła sztuki), koniecznie zajrzyj do Muzeum Bursztynu. To dobre miejsce, by zrozumieć, dlaczego „złoto Bałtyku” rozpalało wyobraźnię ludzi przez setki lat - nie tylko jako towar, ale też jako symbol i bohater legend.

Legendy znad Bałtyku: pałac z bursztynu i morskie istoty

W lokalnych opowieściach bursztyn ma pochodzenie niemal magiczne. Jedna z najbardziej znanych historii mówi o morskiej władczyni (często nazywanej Juratą), która miała mieszkać w bursztynowym pałacu na dnie Bałtyku. Kiedy pałac został zniszczony, jego odłamki - według legendy - miały zamienić się w bursztyny wyrzucane na brzeg. To opowieść, która idealnie pasuje do nadmorskiego krajobrazu: spacerujesz plażą, znajdujesz maleńki „kawałek pałacu” i nagle cała legenda wydaje się o krok bliżej.

W kaszubskich i pomorskich wierzeniach pojawiają się też morzeczki - morskie „syreny”, które uwodziły śpiewem, a ich znakiem rozpoznawczym miały być bursztynowe naszyjniki. W podobnym klimacie funkcjonują historie o redunicach (nimfach wodnych z kaszubskich jezior): pięknych, tajemniczych i nie do końca „ludzkich”, bo zdradzały je drobne szczegóły - błona między palcami czy płetwy przy biodrach. W opowieściach takie związki bywały możliwe, ale zawsze na warunkach, które trudno było spełnić bez ciekawości i ryzyka.

Rzeka, pokusa i naszyjnik niemożliwy do zdobycia

Skoro już jesteśmy przy wodnych istotach, przypomniała mi się też pewna historia z wiślanych podań: młody chłopak zakochuje się w wodnej dziewczynie, a ta wystawia go na coraz trudniejsze próby. Najpierw chce naszyjnik z bursztynu, potem z pereł, a na koniec… z gwiazd. Kiedy pada odpowiedź, że tego ostatniego nie da się zdobyć, romantyczna opowieść błyskawicznie skręca w stronę grozy. To klasyczny motyw: magia, pragnienie, a w tle lekcja, że nie każda obietnica złożona istocie „z innego świata” kończy się dobrze.

Stolemy i kaszubskie olbrzymy

Pomorskie bestiarium nie kończy się na wodzie. Na Kaszubach bardzo silny jest wątek Stolemów - pradawnych olbrzymów o nadludzkiej sile. W legendach potrafią przenosić głazy, formować krajobraz, zostawiać po sobie ślady w terenie i tłumaczyć „dlaczego tu jest tak, a nie inaczej”. W wielu regionach takie postaci działają jak mitologiczna mapa: pozwalają wyobrazić sobie, że pagórki, kamienie czy nietypowe ukształtowanie ziemi to nie przypadek, tylko pamiątka po czymś większym od człowieka.

Brama Zielona i wejście na Długi Targ

Wracając do ścisłego centrum - pora przejść kolejną bramą od strony Motławy: Bramą Zieloną. To właśnie ona prowadzi w najbardziej reprezentacyjną część Gdańska, gdzie „rynek” działa trochę inaczej niż w wielu polskich miastach.

W praktyce zamiast klasycznego, szerokiego placu dostajesz przestrzeń, która zwęża się i przechodzi w słynny ciąg: ulica Długa i Długi Targ. To wizytówka miasta - miejsce zawsze żywe, pełne spacerowiczów, artystów ulicznych i kadrów, które wyglądają jak gotowa pocztówka.

Neptun, Ratusz i Dwór Artusa: najbardziej „gdański” zestaw widoków

Największe symbole tej części miasta widzisz niemal od razu: Ratusz Głównego Miasta, Fontanna Neptuna i Dwór Artusa. Każdy z tych punktów ma swój ciężar historyczny, ale też własne legendy, które karmią wyobraźnię.

Z Neptunem wiąże się opowieść o tym, jak „złota woda” mogła trafić do gdańskiej tradycji. Według miejskiej legendy do fontanny wrzucano tyle monet, że władca mórz miał uderzyć trójzębem, rozbijając je na drobne płatki. Tak narodzić się miał pomysł na słynny gdański trunek z drobinkami złota.

„Ząb diabła” na Dworze Artusa - legenda, którą łatwo przegapić

A Dwór Artusa? Tutaj króluje jedna z najbardziej charakterystycznych historii: „ząb diabła”. Podanie głosi, że diabeł chciał wziąć udział w balu, ale został rozpoznany, pobity i wypędzony przez mieszczan - a w całym zamieszaniu stracił ząb, który potem umieszczono na fasadzie budynku jako pamiątkę. Jest też wariant bardziej „romansowy”: biedny chłopak ratuje ukochaną zwiedzioną przez diabła, a ząb staje się trofeum i dowodem zwycięstwa nad złem.

Co najlepsze - ten detal naprawdę można przegapić. Nawet jeśli stoisz przy wejściu kilka razy, łatwo patrzeć „na całość”, zamiast wypatrywać drobiazgu. A gdy już wiesz, gdzie szukać, nagle okazuje się, że był tam cały czas.

Na dziś koniec - ciąg dalszy poza centrum

To był spacer po Gdańsku, w którym historia przeplata się z wodą, a architektura z legendami. W kolejnej części opowieści chętnie wyjdę poza ścisłe centrum: tam, gdzie zaczyna się nowoczesna historia regionu i miejsca, które zupełnie inaczej opowiadają o tożsamości miasta.

★★★★☆ 4.4/5.0 (459 opinii)

Podziel się z innymi

Dodaj swój artykuł

Chcesz podzielić się czymś ważnym? Prześlij nam treści a opublikujemy je na naszym portalu.

Zdjęcie główne artykułu i plik PDF z treścią (maksymalnie 1MB każdy plik).

(Zastrzegamy sobie prawo do odmowy publikacji).

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore
Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.